W aktualnym numerze
Cristina Fernandez de Kirchner - Argentyna wybrała
„Czym jest Argentyna? Ciastem, które jeszcze nie stało się plackiem, czymś po prostu niedokształtowanym, czy też protestem przeciwko mechanizacji ducha, niechętnym, niedbałym gestem człowieka, który oddala od siebie zbyt automatyczną akumulację – inteligencję zbyt inteligentną, piękność zbyt piękną, moralność zbyt moralną” – tak o kraju Diego Maradony i Leo Messiego pisał w swych „Dziennikach” Witold Gombrowicz. W rzeczy samej, Argentyny nie da się tak po prostu zdefiniować. Budzi raczej ambiwalentne emocje tak wśród wielkich tego świata, jak i maluczkich obserwatorów argentyńskiej sceny politycznej. A zaistnieć może na niej tylko dyktator, ludowy trybun lub demokrata obdarzony ogromną charyzmą. Ktoś porywający tłumy i w pełen empatii sposób objaśniający dzisiejsze skomplikowane realia kraju i świata. Kryteria te zdaje się spełniać pierwsza kobieta powtórnie wybrana w wyborach powszechnych na prezydenta Argentyny – Cristina Fernandez de Kirchner. Kobieta, która uwiodła masy i sprawiła, że słowo „argentum” (srebro – od niego pochodzi nazwa kraju) znów brzmi dumnie. Jak mało kto potrafi wsłuchiwać się w potrzeby ludu. Instruowana niegdyś przez męża, Nestora, dziś samodzielnie stawia czoła problemom kraju i kryzysowi gospodarczemu. Połączenie populizmu i pragmatyzmu, obliczone na budowanie swojego wizerunku, przynosi zamierzone efekty. Ale obywatele Argentyny, pamiętając tragiczne doświadczenia z przeszłości, oczekują stabilizacji i troski o prawa wykluczonych. Pani prezydent zdaje się to doskonale rozumieć i dlatego nie ma obecnie alternatywy dla rządów neoperonistowskiego Frontu na rzecz Zwycięstwa. Czyżby niczym niezakłóconych rządów przez kolejne cztery lata? Cristina Fernandez de Kirchner urodziła się 19 lutego 1953 roku w La Placie, w prowincji Buenos Aires. Ojciec ma korzenie hiszpańskie, matka – niemieckie. 9 marca 1975 r. poślubiła kolegę ze studiów, przyszłego prezydenta, Nestora Kirchnera. Cztery lata później ukończyła prawo i nauki społeczne na Narodowym Uniwersytecie La Plata. Rozpoczęła działalność polityczną w latach 70. w Tendencia Revolucionaria, frakcji Partii Justycjalistycznej i w jej ruchu młodzieżowym. Podczas rządów junty wojskowej w kraju w latach 1976–1983, małżeństwo Kirchnerów wycofało się z polityki i wspólnie prowadziło praktykę adwokacką w Rio Gallegos. Do polityki wróciła pod koniec lat 80. i w 1989 została członkiem Zgromadzenia Lokalnego prowincji Santa Cruz. W 1993 uzyskała reelekcję. Przełomem okazał się rok 1995, gdy została przedstawicielem prowincji Santa Cruz w argentyńskim Senacie, a dwa lata później w Izbie Deputowanych. W 2003 r. aktywnie wsparła kampanię prezydencką swego męża. Nestor Kirchner został prezydentem 25 maja tego roku i sprawował ten urząd przez cztery lata. W 2007 roku ogłoszono oficjalnie, że kandydatem Frontu na rzecz Zwycięstwa będzie żona Kirchnera, Cristina. 28 października odniosła zwycięstwo już w 1. turze, zdobywając 44,9% głosów poparcia. Bez wątpienia obecna pani prezydent, matka Maximo i Florencji, nie zaszłaby tak daleko bez pomocy swego partnera. Od początku byli jak papużki nierozłączki. Nestor prezydenturę objął po fatalnym w skutkach kryzysie gospodarczym, jaki dotknął Argentynę w latach 2001–2002. Zapaść finansowa była na tyle poważna, że banki wstrzymały wypłaty z kont klientów. Prezydent, określany jako centrolewicowy peronista, przy współpracy z MFW wprowadził radykalny program naprawczy, dzięki któremu Argentyna odzyskała wiarygodność w oczach inwestorów zagranicznych i zniecierpliwionych wierzycieli. Zadłużony przez Carlosa Menema na 132 mld dolarów kraj powoli stawał na nogi. O frustracji najbiedniejszej części społeczeństwa świadczyło hasło wykrzykiwane podczas ulicznych protestów: „Niech wszyscy politycy spadają!”. Nestor spełnił oczekiwania obywateli, podniósł wysokość emerytur, przyznał powszechny zasiłek na dziecko oraz objął emeryturami 2 miliony ludzi pracujących na czarno. Wzrost PKB w czasach jego rządów oscylował na poziomie 8–9%. Krokiem wymagającym wiele odwagi było zniesienie amnestii wobec członków junty wojskowej z lat 1976–1983. Oskarżeni o łamanie praw człowieka wojskowi nie mogli się już dłużej czuć bezpiecznie w kraju stawianym za wzór dla całej Ameryki Łacińskiej w kwestii rozliczania się z trudną przeszłością. Jakże więc wielkie było zdziwienie ro d a ków, gdy głowa państwa i szef rządu ogłosił niespodziewanie wszem i wobec, że nie będzie się ubiegać o reelekcję. Choć był murowanym faworytem w nadchodzących wyborach, postanowił zagrać va banque i namaścił swą urodziwą małżonkę na funkcję gospodarza kraju, co na lata miało zapewnić dynastii Kirchnerów wpływ na kierunek, w jakim miała podążać ich ukochana republika. Lecz Cristina od samego początku swego przywództwa nie była samodzielna w podejmowaniu decyzji. Osobą, która kierowała ojczyzną z tylnego fotela, nadal był jej małżonek. Choć nic nie zwiastowało kłopotów dla tego tandemu, dość szybko okazało się, że para prezydencka roztrwoniła cały kapitał zaufania, jakim obdarzył ją naród. Ich dobrą passę przerwał światowy kryzys w 2008 r. Cristina postanowiła wprowadzić podatek od eksportu płodów rolnych, co wywołało masowe protesty farmerów. Zmiany miały uderzyć nie tylko w bogatych właścicieli ziemskich, ale również w drobnych rolników, co przy spadających cenach żywności musiało przerodzić się w bunt społeczny. Gdy do protestu rolników przyłączyli się dodatkowo nauczyciele i lekarze, losy prezydenckiego projektu zostały przesądzone. Ku radości zdesperowanych mas ustawa przepadła w parlamencie. Smaczku całej sprawie dodały doniesienia prasowe o kłótni, jaka wybuchła między małżonkami. „To ja jestem prezydentem do cholery” – miała krzyczeć Cristina. Jakby tego było mało, para prezydencka wytoczyła wojnę koncernom medialnym. Gdy największy dziennik krajowy „Clarin” opublikował artykuł demaskujący przyznanie 2 mln euro rządowych dotacji przedsiębiorstwu, które legalnie nie istniało, do redakcji wtargnęło 200 inspektorów skarbowych. Kiedy dodatkowo zabronione zostało łączenie kanałów kodowanych i otwartych, światowe media, jak choćby BBC czy El Pais, porównały tę decyzję do dyktatorskich zapędów prezydenta Wenezueli, Hugo Cháveza, który kneblował usta niepokornym stacjom telewizyjnym i radiowym. Efektem tych działań był spadek zaufania do Fernandez z 60% do 20%. Lud coraz bardziej stanowczo domagał się, aby Nestor Kirchner przestał kierować krajem zza kulis. Autorytarny styl rządzenia musiał przywoływać przykre wspomnienia z nieodległej, cokolwiek by mówić, historii. Walka z opozycją przy pomocy Piqueteros (ludowy ruch poparcia), przyznawanie pomocy finansowej zaprzyjaźnionym przedsiębiorcom i fałszowanie oficjalnych statystyk uczyniły z Nestora wroga numer jeden dla opozycji parlamentarnej...
Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Prestiż who is who 1/32/2012.

