W aktualnym numerze

Rania Al Abdullah - Arabska królowa

Muzułmanka, ale otwarta na świat. Z pochodzenia Palestynka, ale urodzona i wychowana w Kuwejcie. Najmłodsza królowa na świecie, choć wykształcona do pracy w biznesie. Rania, żona króla Jordanii, ma wiele twarzy. Ta najbardziej znana, i najczęściej pokazywana w telewizji, jest nieodłącznie związana z... dziećmi i modnymi ciuchami.
 
Bo wizerunek Ranii zdecydowanie odbiega od wyobrażeń o typowej arabskiej królowej, do jakich przywykliśmy. Młoda, energiczna, obalająca kolejne tabu, a przede wszystkim niespotykanie piękna. Tak wygląda nowe – i nowoczesne – oblicze Jordanii. A nawet więcej – całego świata muzułmańskiego, choć konserwatyści mają z pewnością inne zdanie.
 
Zresztą, ten wizerunek jest pieczołowicie pielęgnowany, a do szczegółów królowa zwykła przywiązywać dużą wagę. Może dlatego nie jest przekonana do wywiadów na żywo, a występy publiczne bywają dopięte na ostatni guzik. W końcu kiedyś pracowała w międzynarodowej korporacji – dzisiaj aż trudno w to uwierzyć, gdy stoi u boku króla – jako… specjalistka od marketingu.
 
O tym, jaką pozycję wypracowała sobie Rania przez niemal 20 lat małżeństwa, najlepiej świadczy anegdota powtarzana wcale nierzadko – królowa jest bardziej znana od Abdullaha ibn Husajna do tego stopnia, że ten, choć potomek rodu panującego, bywa nazywany „mężem Ranii”.
 
W czym tkwi jej sekret? Aby to lepiej zrozumieć, na początek przypomnijmy kilka faktów.
 
Królowa arabska, która nie nosi tradycyjnych strojów, znakomicie odnajduje się w Internecie, a przede wszystkim potrafi wykorzystywać sieć do promowania własnego punktu widzenia – to rzadkość. Rania szybko to zrozumiała i opanowała tę sztukę do perfekcji. Efekt był taki, że pod koniec 2008 roku serwis YouTube, po raz pierwszy w historii, przyznał jej wyróżnienie za łamanie stereotypów o Bliskim Wschodzie. Pomysł był prosty. Za pomocą jednego z najbardziej popularnych serwisów, oglądanego codziennie przez miliony użytkowników, należało zachęcić potencjalnych odbiorców do wspólnej zabawy, a przy okazji przełamywania barier. Rania niczego nie narzucała, raczej starała się zaprosić do zadawania pytań; do spojrzenia na ten rejon świata na nowo, bez uprzedzeń i stereotypów. Sama też pojawiała się od czasu do czasu na wizji, nagrywając niedługie sekwencje i przekonując, że mieszkańcy innych regionów ciągle niewiele wiedzą o Bliskim Wschodzie; że właśnie w ten sposób tworzą się stereotypy. Pomysł wypalił. Internauci to docenili, a królowa Jordanii stała się jeszcze bardziej rozpoznawalna.
 
Choć w kręgach biznesowo-gospodarczych znana jest od dawna. Jako przedstawicielka świata arabskiego znalazła swoje miejsce w radzie Światowego Forum Gospodarczego, ale to niejedyna dziedzina, w której przeciera szlaki. Już w 2007 roku, niedługo po urodzeniu czwartego potomka, otrzymała tytuł adwokata UNICEF na rzecz dzieci. Jako pierwsza w historii.
 
Zresztą z dziećmi wiąże się również inicjatywa wymagająca niemałej odwagi, zapoczątkowana wówczas, gdy nikt w świecie arabskim jeszcze o tym nie myślał. Chodzi o centrum Al-Aman, gdzie na pomoc mogą liczyć skrzywdzone, także seksualnie, dzieci. „Nie znam słów, które mogły oddać to, co czują poszkodowane przez los dzieci. Dlatego zdecydowałam się powołać takie centrum do życia”, uzasadniała lakonicznie swoją decyzję.
 
Założenie takiego ośrodka to z jednej strony umożliwienie schronienia tym, którzy nie zawsze potrafią się sami obronić, ale także złamanie pewnego tabu, co w kręgu kulturowym królowej Ranii zasługuje na szczególne uznanie. Akurat w tym przypadku jej pomysł to być może najlepszy przykład na chęć odgrywania znaczącej roli w wewnętrznej polityce własnego kraju, a nie tylko funkcja reprezentacyjna u boku męża.
 
Zgłaszanie inicjatyw przez panujących wymaga jednak również czasami drogi pod prąd. Tak było wtedy, gdy Rania niedługo po ślubie, w połowie lat 90., doprowadziła do wydania dekretu, który umożliwiał kobietom przekazywanie obywatelstwa własnym dzieciom. Do tego czasu taki przywilej mieli jedynie mężczyźni. Jak można się domyślić, pomysł nie wywołał entuzjazmu wśród konserwatywnej części społeczeństwa, a szczególnie wśród plemion beduińskich. Powód? Wiele z nich obawiało się, że dzięki wprowadzeniu nowego prawa tysiące palestyńskich uchodźców, których nie brakuje akurat w tej części świata, otrzymają jordańskie obywatelstwo. Niemal z urzędu. Opozycja była silna, ale ostatecznie Ranii udało się przekonać przeszła. Nawet jednak jeśli pojawił się taki element, to 42-letnia Rania za każdym razem umie pokazać, że to lokalna inicjatywa, niemająca wiele wspólnego z narzucaniem zachodniego stylu myślenia.
 
W tym akurat jest przekonująca. Może dlatego, że tak właśnie była wychowywana – na sposób i w zachodnim stylu, ale z zachowaniem arabskich przekonań.
 
Rania Al-Abdullah (panieńskie nazwisko Al-Yasin) urodziła się w 1970 roku. Już w Kuwejcie, choć jej rodzice pochodzą z terytorium Palestyny. Ojciec był lekarzem. W przestronnym domu nigdy niczego nie brakowało, a solidne wykształcenie było jednym z priorytetów – najpierw w angielskiej szkole w Kuwejcie, a potem na amerykańskim uniwersytecie w egipskim Kairze, gdzie ukończyła studia ekonomiczne...

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Prestiż who is who 1/32/2012.

Email