W aktualnym numerze

Jacob Zuma - Zuluski prezydent

Prezydent RPA Jacob Zuma ma rzadki dar – umie podnosić się jak feniks z popiołów, a wieści o jego politycznej śmierci już wielokrotnie okazywały się mocno przesadzone. Jakim cudem ten niemal 70-letni polityk stał się głównym rozgrywającym w swoim kraju – uważanym za najbardziej rozwinięty w Afryce – po tym, jak udowodniono mu przyjmowanie łapówek od francuskiej spółki pośredniczącej w sprzedaży broni albo jak przez wiele miesięcy zasiadał na ławie oskarżonych po rzekomym gwałcie na młodej kobiecie zakażonej wirusem HIV? Najbardziej oryginalny jest jednak Zuma w czym innym. Nie ma innego przywódcy na świecie w tak wielkim i liczącym się kraju, który otwarcie przyznawałby się do poligamii i miał… 18 dzieci. Oficjalnie. Choć pytania o sytuację rodzinną najczęściej zbywa, bo uznaje je za „zbyt osobiste”. Jednak rewelacjom prasowym nie zaprzecza.
 
Jeśli dodamy do tego błyskotliwą karierę samouka, który nie tylko nie ukończył żadnych poważnych szkół, ale nawet czytać i pisać nauczył się w dość późnym wieku, to postać polityka okaże się rzeczywiście wyjątkowa.
 
Zuma zadziwia i na każdym kroku podkreśla, że pochodzenie z plemienia Zulusów zobowiązuje. Stąd posiadanie wielu żon i całej gromadki dzieci to nie tylko przywilej, ale wręcz obowiązek, głęboko zakorzeniony w rodzimej tradycji. Wszystkim tym, którzy go za to krytykują, powtarza niezmiennie: „Znam polityków, którzy mają kochanki i dzieci z nieprawego łoża, ale ukrywają fakty z tym związane, a przekonują wszystkich, iż są monogamistami. Ja jestem bardziej szczery. Kocham moje żony i jestem dumny z moich dzieci”.
 
Rzeczywista szczerość czy próba usprawiedliwienia sytuacji, która na innym kontynencie byłaby nie do pomyślenia? Oceniać można różnie, ale jedno nie ulega wątpliwości – Zuma jest ze swoimi kobietami szczęśliwy. Choć w drugą stronę bywa różnie…
 
Pierwsza z jego żon – Kate – taka szczęśliwa nie była. Ślub wzięli jeszcze w latach 70. W 2000 roku popełniła jednak samobójstwo po przedawkowaniu środków nasennych, zostawiając wcześniej list, w którym napisała, że „przeżyła z mężem 24 lata piekła”.
 
Z drugą oficjalną żoną – Nkosazaną Dlamini – bywało różnie. Po kilku latach się rozeszli, ale ciągle utrzymują przyjazne relacje. Dość powiedzieć, że była towarzyszka życia – z zawodu lekarka, poznana podczas walki z apartheidem – sięgnęła po stanowisko ministra w rządzie… Zumy.
 
Inne kobiety, z którymi prezydent RPA formalnie albo nieformalnie jest związany – ale się z tym nie kryje! – można wyliczać po kolei: Sizakele Khimalo, przyjaciółka od niemal 50 lat, Nompumelelo Ntuli oraz niespełna 40-letnia Gloria BongiNgema. To one dały mu osiemnaścioro potomków (choć niektóre źródła podają, że matek może być w sumie nawet jedenaście) i to one sprawiają, że cała rodzina prezydenta ma koneksje z każdej strony.
 
Tym trudniej wytłumaczyć to, co stało się w grudniu 2005 roku, niedługo po tym, jak Zuma został zdymisjonowany ze stanowiska wiceszefa państwa po aferze łapówkarskiej. 31-letnia wówczas kobieta, córka byłego kompana z czasów młodzieńczych, oskarżyła go o gwałt. Jak zeznała później, traktowała Zumę niemal „jak ojca”, a on ją „wykorzystał”. „To nieprawda, sama tego chciała”, tłumaczył się polityk. „A kobieta, która daje przyzwolenie, powinna zostać, w tradycji Zulusów, zaspokojona”. Poza tym, jak twierdził, sprowokowała go „skąpym ubraniem”.
 
Po kilkumiesięcznym procesie sąd dał wiarę właśnie jemu, oczyścił go z zarzutów, dochodząc do wniosku, że do zbliżenia doszło za zgodą kobiety. Jednak zanim zapadł wyrok – dla wielu południowych Afrykańczyków kontrowersyjny – sąd nie mógł zrozumieć, jak to możliwe, że tak wyjątkowo ustosunkowany i wysoko postawiony polityk, zdający sobie doskonale sprawę z problemu kilku milionów mieszkańców kraju chorych na AIDS, uprawia seks bez żadnego zabezpieczenia z dziewczyną zakażoną wirusem HIV. Wtedy Zuma jeszcze raz zadziwił. „Nie miałem pod ręką prezerwatywy”, przyznawał z rozbrajającą szczerością. A żeby ograniczyć ryzyko przeniesienia wirusa, „wziął potem porządny prysznic…”.
 
Sprawa odbiła się szerokim echem nie tylko w południowoafrykańskich mediach. Organizacje walczące z największą plagą tego kraju (według statystyk, powyżej czterech milionów zakażonych) zaczęły bić na alarm, elity były zdruzgotane, a wizerunek Republiki Południowej Afryki na pewno nie stał się przez to bardziej pozytywny.
 
Wniosek? Wielu przeciwników Zumy uznało, że jest on politycznie skończony. Inne powody skłaniające do takiego myślenia były jeszcze poważniejsze. W głośnej sprawie sprzedaży broni wiceprezydent (wówczas) RPA miał faworyzować francuską grupę Thales i otrzymywać za to sowite wynagrodzenie. Schabir Shaik, jego osobisty doradca finansowy, został skazany w tej sprawie na 15 lat więzienia za przekazanie Zumie – według różnych źródeł – od 160 tys. do 250 tys. euro i pośrednictwo między politykiem oraz producentami broni. Co uratowało prezydenta? Dobre przygotowanie jego adwokatów i błędy proceduralne, choć afera jeszcze w różnej formie potem wracała. Nigdy jednak w taki sposób, żeby Zuma nie potrafił się z niej wyplątać, wbrew wszelkim przesłankom na ziemi i na niebie...

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Prestiż who is who 1/32/2012.

Email