W aktualnym numerze
Christine Lagarde - Pierwsza dama finansów
Czy osoba bez wykształcenia ekonomicznego może być przez cztery lata ministrem gospodarki i finansów, a potem zostać szefem Międzynarodowego Funduszu Walutowego, jednej z najbardziej wpływowych organizacji na świecie? Czy na dodatek może być kobietą, mimo że stanowiska te od lat były zarezerwowane dla mężczyzn? W życiu 57-letniej Christine Lagarde od kilku lat nie brakuje paradoksów, bo jeszcze niedawno mało kto by pomyślał, że kariera tej niezwykle utalentowanej i pracowitej pani adwokat rozwinie się w innej dziedzinie. Dzisiaj nie ma wątpliwości, że dodatkowo pomógł jej w tym perfekcyjny angielski, szkolony podczas długiego pobytu w Stanach Zjednoczonych.
Na wielu polach Lagarde przeciera dopiero szlaki, ale – mimo relatywnie krótkiej kariery politycznej – wygląda to całkiem nieźle, jeśli prestiżowy „Financial Times” zdążył już uznać ją za najlepszego ministra finansów w Unii Europejskiej, a magazyn „Forbes” umieścił w tym samym czasie w czołówce najbardziej wpływowych kobiet świata.
W kolejnym rankingu będzie pewnie jeszcze wyżej, bo jej pozycja – po wyborze na dyrektor wykonawczą Międzynarodowego Funduszu Walutowego – wzrosła na tyle, że prezydent Sarkozy mógł z dumą powiedzieć w swoim stylu, że „to wielkie zwycięstwo Francji”, mimo że trzy lata wcześniej jej ministerialna dymisja już leżała na jego biurku.
I pomyśleć, jak wiele zależy w karierze od nieprzewidywalnego czasami rozwoju wypadków, zwłaszcza jeśli te zaczynają się całkiem niewinnie.
Jeśli jednak prawdą jest stwierdzenie, że „życie zaczyna się po czterdziestce”, Christine Lagarde czekała jeszcze dłużej, żeby wypłynąć na szerokie wody, bo jej kariera polityczna zaczęła się przed „pięćdziesiątką”. Całkiem niespodziewanie.
Był czerwiec 2005, gdy ówczesny francuski premier Dominique de Villepin krótko po objęciu stanowiska zadzwonił do chicagowskiego biura renomowanej kancelarii prawnej Baker&McKenzie. Od prawie 15 lat Lagarde czuła się tam jak u siebie w domu. W firmie przeszła wszystkie szczeble kariery, dochodząc w końcu do najwyższej funkcji – szefowej. Wcześniej udanie prowadziła paryską filię korporacji, a wyniki finansowe osiągnięte już podczas kierowania kancelarią w centralnej siedzibie spółki też nie zostawiały wątpliwości – zysk dochodził do kilkudziesięciu procent.
Propozycja de Villepina była konkretna – stanowisko ministra handlu zagranicznego w nowym rządzie, ale przede wszystkim wejście do pierwszego obiegu francuskiej polityki, postrzeganej jako jedna z najbardziej wpływowych nie tylko w Europie. Ta pierwsza rozmowa owiana jest dzisiaj legendą, która głosi, że na prośbę Christine Lagarde o czas na zastanowienie premier miał odpowiedzieć: „Oczywiście, że go pani dam, ale proszę mnie poinformować o swojej decyzji, zanim skończymy tę rozmowę”. Efekt był taki, że na drugi dzień francusko-amerykańska adwokat leciała już samolotem do Paryża.
Gwoli prawdy trzeba jednak dodać, że politycy znad Sekwany – oceniając jej sukcesy i pracowitość – już drugi raz zarzucali sieci. Rok wcześniej, w 2004, premier Jean-Pierre Raffarin, bliski współpracownik Jacques’a Chiraca, po jednym z okolicznościowych spotkań z Lagarde rozmawiał na ten temat z prezydentem, który następnie polecił swojemu sekretarzowi kontakt z szefową kancelarii Baker&McKenzie. Wtedy jeszcze bez widocznych skutków, choć – wg późniejszych źródeł z Pałacu Elizejskiego – Lagarde od tego momentu nie porzuciła myśli, aby bardziej zaangażować się we francuskiej polityce.
Powrót do Paryża był ważny jeszcze z innego powodu, bardziej osobistego. Matka dwóch synów, którzy dzisiaj są po dwudziestce, przez czas pobytu w Stanach Zjednoczonych nie mieszkała razem z nimi. Pojawiła się sposobność, aby poznać się na nowo.
Na palcach jednej ręki można policzyć kobiety, które w ostatnich latach potrafiły zaimponować tak błyskawiczną karierą w polityce i gospodarce w dużych demokracjach. Z usług Lagarde korzystały bowiem kolejne francuskie rządy. Po Ministerstwie Handlu Zagranicznego pojawił się krótki, miesięczny epizod w resorcie… rolnictwa i czteroletnia przygoda – rzecz we Francji dawno niespotykana – na stanowisku ministra gospodarki, finansów i przemysłu. Dość powiedzieć, że od 1999 do jej przyjścia w 2007 roku w Bercy – jak Francuzi popularnie nazywają to ministerstwo – przewinęło się siedmiu szefów. Aby przypomnieć sobie czteroletnią stabilizację na tej funkcji – bądź co bądź odpowiedzialnej, choć w czasie kryzysu gospodarczego to eufemizm – trzeba cofnąć się o prawie trzy dekady wstecz, gdy francuskimi finansami rządził Pierre Beregovoy, a jeszcze przed nim Valery Giscard d’Estaing, późniejszy prezydent.
Paradoksalnie, właśnie w latach 70. Christine Lagarde – jako nastolatka – dała się po raz pierwszy poznać szerszej publiczności. I to w zupełnie niespodziewanej roli – zawodniczki uprawiającej pływanie synchroniczne...
Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Prestiż who is who 1/32/2012.

