W aktualnym numerze

Rzecz o reklamie - Rozmowa z Piotrem Mazurkiewiczem, właścicielem Agencji Reklamowej BRAVE BRAIN

„Reklama dźwignią handlu!” – to stare, wszechobecne od lat w życiu gospodarczym hasło z powodzeniem zdaje egzamin i dzisiaj, bo reklama, zmieniając swe formy i treści, potrafi uwodzić nadal. Ba, jest wszechobecna nie tylko w gospodarce, ale odkrywa dla siebie nowe, niezagospodarowane innymi nośnikami informacji atrakcyjne przestrzenie życia społeczno-politycznego człowieka, wkracza niemal we wszystkie dziedziny jego działalności. Jesteśmy zasypywani reklamą rozmaitego typu, której nie potrafimy, a może i nie chcemy skutecznie się opierać, bo dobrze opakowany towar trafia do naszej wyobraźni jako produkt po prostu lepszy. Reklama to także klucz do sukcesu, toteż o reklamie, jej roli i sile przebicia w dążeniu do realizacji celów wieńczonych sukcesem oraz o fachowcach z branży, którzy otwierają tym sukcesom bramy — rozmawiamy z Piotrem Mazurkiewiczem.
 
Prestiż: W branży reklamowej działa Pan już ponad 10 lat, ale BRAVE BRAIN jako agencja reklamowa pojawiła się na tym rynku niedawno. Z czym należy kojarzyć jej nazwę?
 
Piotr Mazurkiewicz: Nie! Nie! My nie jesteśmy agencją reklamową! My mamy swoją „wąską” specjalizację w rozległej dziedzinie reklamy. Zajmujemy się czymś, co jest na początku, czyli kreujemy wizerunek produktu/marki i znajdujemy dla niego przestrzeń. Rzecz jasna, nie odcinamy się od realizacji, jest ona w wielu przypadkach efektem naszych strategii, m.in. projektujemy logotypy, opakowania, opracowujemy scenariusze spotów tv, a i często stajemy przy maszynie drukarskiej, aby nadzorować efekt naszych prac graficznych. Nie próbujemy robić wszystkiego, choć mamy doświadczenie i portfolio do tego. Jesteśmy „skompresowanym” kilku nastoosobowym zespołem ludzi z wieloletnim doświadczeniem w szeroko rozumianej reklamie i doradztwie biznesowym. Po ponad 10 latach pracy pod inną marką stwierdziliśmy, że nazwa musi ostatecznie odzwierciedlać nasze podejście do pracy i stąd pojawiło się BRAVE BRAIN (waleczny umysł)! Inspiracją, jak zapewne każdy skojarzy, był tytuł filmu „Braveheart” (waleczne serce), lecz bez zamiaru ustawicznego „napinania bicepsów”. Chodziło o to, by pokazać klientom, że nasze pomysły są odważne! Nie boimy się „szalonych” idei, ale jednak zawsze działamy w oparciu o fakty, tzn. badania, analizy rynkowe i zdobyte doświadczenie w różnych branżach. Ktoś kiedyś powiedział, że jedyne, co nas w reklamie ogranicza, to wyobraźnia. Ja w naszym przypadku dodałbym — wyobraźnia, którą kształtuje doświadczenie, i wiedza rynkowa.
 
Prestiż: Dlaczego jednak wybraliście angielską, a nie polską nazwę?
 
Piotr Mazurkiewicz: Działamy nie tylko na polskim rynku, a że współczesnym, międzynarodowym językiem, i to nie tylko reklamy, w świecie jest angielski, dlatego BRAVE BRAIN jest dobrym wyborem. Choć za każdym razem, gdy podaję naszą nazwę firmy, uśmiecham się do siebie, patrząc na szeroko otwarte oczy odbiorcy i gdy tylko mam możliwość, wręczam wizytówkę z nazwą firmy. (śmiech)
 
Prestiż: Dlaczego zajmuje się Pan właśnie reklamą?
 
Piotr Mazurkiewicz: Uległem modzie, a tak poważnie, gdy kończyłem szkołę średnią, gdzie uczyłem się gotować, rynek reklamy w Polsce dopiero nabierał kształtów. Bardzo uważnie się mu przyglądałem i brałem mocno pod uwagę, że następne wykształcenie będę zdobywał w tej branży, stąd wybór studiów o kierunku bliskim reklamie. Choć gdy byłem „gówniarzem”, zawsze twierdziłem, że wolałbym kopać rowy, aniżeli spędzać cały dzień przy biurku. Takie moje podejście głównie wynikało stąd, iż zawsze byłem energicznym dzieciakiem, całe życie uprawiałem sport, ponadto albo kogoś goniłem, albo ktoś gonił mnie (wychowałem się w Nowej Hucie!) W szkole, zwłaszcza podstawowej, byłem reprezentantem etatowym na wszelkiego rodzaju sportowych imprezach międzyszkolnych. Zawsze to było lepsze aniżeli siedzenie w szkolnej ławce. Później trenowałem wszystko, od piłki ręcznej (to była prawdziwa miłość) poprzez piłkę nożną, pływanie, aikido i jeszcze kilka innych dyscyplin sportowych. Kontuzja i wiek spowodowały, że na sport i wielkie pieniądze z nim związane nie mogłem liczyć, więc musiałem pomyśleć o czymś więcej. Zawsze byłem „kreatywny” w swym podejściu do życia. Gdy trafiłem do pierwszego z działów marketingu, wiedziałem, że to jest przygoda na dłużej, pytanie było tylko jedno, po której stronie reklamy stanę. Podczas studiów trafiłem do mediów, a dokładniej do TVN-u, gdzie m.in. szkoliłem się na reportera Faktów! Miałem tam kontakt z prawdziwymi pasjonatami tego zawodu, z ludźmi, którzy od zawsze chcieli być dziennikarzami, którzy temu celowi podporządkowali całe życie. Ja trafiłem tam, by zbierać doświadczenie branżowe. Pomyślałem, że nawet gdyby mi się udało, nie mógłbym zająć miejsca komuś, kto marzy o tej pracy od zawsze. Zwłaszcza że dla mnie to była tylko droga do celu. Cieszę się teraz, gdy widzę te osoby w telewizji, bo to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że postąpiłem słusznie. Po pracy w TVN-ie pojechałem do Londynu szlifować język. Tuż po powrocie powstała pierwsza agencja, która z założenia była full service, czyli zajmowała się wszystkim. Praktyka i doświadczenia z tego okresu dowiodły, że w szerokiej reklamie najciekawsze jest tworzenie idei. Czyli to, co teraz realizujemy, strategia i kreacja dla nowej marki lub już istniejącej. To jest jak tworzenie nowej firmy, otwieranie jej wraz z klientem i nadawanie jej myśli przewodniej wraz z instrukcją obsługi.
 
Prestiż: Czy warto dzielić się sukcesem, bo przecież BRAVE BRAIN inspiruje, tworzy pomysły i idee, które gdy zostaną zaakceptowane i wdrożone przez klienta samodzielnie bądź wspólnie z agencją, a uda się mu osiągnąć sukces – są jemu tylko przypisane?
 
Piotr Mazurkiewicz: Po pierwsze, to klient jest właścicielem pomysłu i to jemu należą się zasługi związane z sukcesem jego marki. To klient przecież ostatecznie podejmuje decyzję o kierunku, w którym idziemy, to on ma odwagę zaryzykować z pełną świadomością zagrożenia. To, że ktoś właśnie nas zaprasza do współpracy, postrzegam jako wyróżnienie. Co do agencji, nie do końca jest tak, jak pan mówi. Liczy się marka agencji — nasze portfolio poparte referencjami to nasz sukces.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Prestiż who is who 1/32/2012.

Email