W aktualnym numerze

Recepta na sukces - Rozmowa z Dariuszem Orłowskim, prezesem zarządu firmy Wawel SA

Wawel SA to jeden z najstarszych i najbardziej znanych producentów słodyczy w Polsce, którego tradycje sięgają końca XIX wieku. Firma specjalizuje się w produkcji wyrobów z czekolady deserowej oraz czekoladek z nadzieniami i pralin. Najbardziej znane produkty w ofercie firmy to: Kasztanki, Malaga, Tiki Taki, Michałki Zamkowe oraz Mieszanka Krakowska. Od 1998 r. spółka notowana jest na GPW w Warszawie. Silną pozycję na rynku potwierdzają przyznane w ostatnim czasie nagrody i wyróżnienia, m.in. Mistrz Biznesu, Giełdowa Spółka Roku, Perły Polskiej Gospodarki oraz II miejsce w klasyfikacji „Najcenniejszych Polskich Marek” w kategorii słodycze i lody, rankingu organizowanym przez dziennik „Rzeczpospolita”. W 2008 r. firma powołała fundację „Wawel z Rodziną”, której głównym celem jest udzielanie pomocy społecznej i edukacyjnej, a także wspieranie polskich rodzin oraz osób sprawujących opiekę zastępczą nad dziećmi.
 
Poniżej publikujemy rozmowę z prezesem Wawelu SA Dariuszem Orłowskim, absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, laureatem III edycji (2010) ogólnopolskiego konkursu Laury Magellana, organizowanego przez Korporację Absolwentów UEK. Dariuszowi Orłowskiemu przyznano tytuł Menedżera Roku za „skuteczną restrukturyzację spółki, konsekwencję i upór w odbudowie jej pozycji rynkowej i prestiżu poprzez systematyczne zwiększanie oferty produktów i poziomu sprzedaży”.
 
Prestiż: Jest Pan absolwentem Wydziału Organizacji i Zarządzania Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie (1995). Karierę zawodową zaczynał Pan w PKO BP w zespole ds. kredytów trudnych, pracował Pan również w KrakChemii i w firmie Gellwe. W 1999 r. zostaje Pan członkiem zarządu spółki Wawel, jednocześnie pełniąc obowiązki dyrektora ds. finansowych. W 2000 r. obejmuje Pan funkcję dyrektora ds. operacyjnych, rok później jest już Pan prezesem Wawel SA, wicelidera rynku słodyczy w Polsce. Błyskotliwa i błyskawiczna to kariera. Jaka jest Pana recepta na zawodowy sukces?
 
Dariusz Orłowski: Przede wszystkim trzeba marzyć! Bujać w obłokach w pozytywnym sensie, wokół swoich zainteresowań. Tak się zdarzyło, że studiowałem na Akademii Ekonomicznej w Krakowie to, co mnie interesowało. Niestety, takiego komfortu brakuje większości studentów. Decyzję o tym, co będę robił w przyszłości, podjąłem bardzo wcześnie. Od dziecka interesowało mnie zarządzanie. Pamiętam, jak jako dziecko, dużo na ten temat czytałem. Miałem to szczęście, że znajdowałem w domu różne książki, a ponieważ byłem chorowity, czytałem wszystko, co wpadło mi w ręce. Byliśmy pierwszym rocznikiem nowego programu, rocznikiem, który dostrzegał możliwości osiągania czegoś. W 1992 r. zaczęła działać giełda. Rynek kapitałowy i giełda pozostają w sferze moich zainteresowań do dzisiaj.
 
Prestiż: Gra Pan na giełdzie?
 
Dariusz Orłowski: Nie lubię słowa „gra”, bo to jest bliższe hazardowi. Myśląc o giełdzie, raczej powiedziałbym „praca i pasja”. Traktuję to jako test rozumienia tego, co się dzieje w gospodarce. Test, którego wynik szybko poznajemy i albo otrzymujemy nagrodę, albo karę. To najlepsza i najszybsza nauka na świecie! W Wawelu zajmuję się inwestowaniem w firmę. Pamiętam, jak zarobiłem kilkanaście milionów dla firmy z inwestycji w specyficzny instrument finansowy. Wówczas właściciel nie był zadowolony, bo uznał, że spółka powinna się rozwijać w swojej statutowej działalności, a nie dzięki inwestycjom finansowym. Od tamtego czasu w firmie inwestujemy tylko w aktywa mające związek z operacyjną działalnością. Inwestujemy w firmę, bo to ją rozwija. Chodzi mi o to, że jeżeli chcemy inwestować długoterminowo i być pewnym stabilnego długiego rozwoju – nie warto ryzykować w obszarach niezwiązanych z działalnością firmy.
 
Prestiż: Co skłoniło Pana do podjęcia studiów w Krakowie, na ówczesnej Akademii Ekonomicznej, marzenia z podstawówki?
 
Dariusz Orłowski: Bardzo dużo czytałem. W zasadzie wszystko, co mi wpadło pod rękę. Wiele książek, które mam do dzisiaj, traktuje o tym, że Kraków jest świetnym miastem. Dla mnie i dla moich znajomych, trochę starszych ode mnie, którzy wówczas studiowali w Krakowie, Kraków wydawał się czymś nieosiągalnym. Jestem z małej miejscowości z Kieleckiego,więc Kraków był dla mnie czymś niesamowitym. Jak człowiek sobie coś takiego w głowie ubzdura, to zostaje to w nim na długo. Nie myślałem już o Gdańsku, Warszawie, Wrocławiu… To już nie miało znaczenia. Był Kraków! Sam nie wiem skąd, ale miałem w domu również dużo książek o zarządzaniu. Tym zarządzaniu, które dzisiaj może nie do końca ocenilibyśmy jako dobre, bo z reguły dotyczyło firm państwowych i trochę innego ustroju. Czytałem te książki. Do dziś pamiętam refleksje wywołane książką, której bohater, dyrektor jakiejś cukrowni, stara się w jak najlepszy sposób wykorzystać czas zbiorów. Zatem Kraków zestawiony z zainteresowaniem ekonomią i zarządzaniem musiał dać Akademię Ekonomiczną w Krakowie.
 
Prestiż: Jak Pan wspomina studia na Akademii Ekonomicznej w Krakowie?

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Prestiż who is who 1/32/2012.

Email