W aktualnym numerze

Frontmeni biznesu - Rozmowa z Pawłem Wróblewskim i Marcinem Więzikiem

Absolwenci wyższych uczelni po ich ukończeniu zwykle rozpoczynają zawodową drogę zgodnie z kierunkowym wykształceniem. Pną się po kolejnych szczeblach kariery w państwowych i prywatnych firmach, skutecznie osiągając cele, do których dążą. Część z nich, wybierając ścieżkę nie zawsze korespondującą z otrzymanym dyplomem, uzupełnia wykształcenie, by sprostać oczekiwaniom pracodawcy. Ale są i tacy absolwenci, którzy wolą kreować swój zawodowy rozwój samodzielnie, podejmują się realizacji marzeń zgodnie z maksymą: audaces fortuna iuvat. Nie wszyscy, co prawda, szybko dostają się na biznesowy Olimp, bo mozolna i trudna to droga akurat na ten szczyt, ale niektórym młodym asom już bliżej jak dalej do jego zdobycia. W rozmowie poniżej przedstawiamy dwóch śmiałków, którym to się chyba udaje.
 
Prestiż: W jaki sposób młodzi ludzie po ukończonych na różnych uczelniach studiach zostają biznesowymi partnerami?
 
Marcin Więzik: Drogi są różne, najczęściej łącznikiem staje się dążenie do wspólnego celu, ale ciekawą ścieżką jest pierwsze spotkanie, które niekiedy decyduje o przyszłych losach wspólnych przedsięwzięć czy projektów. Nasza historia zaczęła się w 2005 r. od szkolenia z negocjacji i sprzedaży u jednego z najbardziej znanych polskich trenerów biznesowych Andrzeja Batko. Na szkoleniu tym uczyliśmy się skutecznego działania, poznawaliśmy techniki sprzedaży i metody budowania dobrych relacji międzyludzkich, które później bardzo przydały się do realizacji naszych zamierzonych celów w sferze budowania zyskownych biznesów. Okres kilku miesięcy spędzonych razem na kolejnych różnego rodzaju szkoleniach, w tym u liderów rozwoju osobistego i biznesowego nie tylko z Polski, ale także ze światowej czołówki, do których możemy zaliczyć takie sławy, jak Anthony Robbins, Brian Tracy, Joe Vitale, Kevin Hogan, utwierdził nas w przekonaniu, że sukces w oparciu o nieustanny rozwój oraz wspólne cele w biznesie, w którym uczestniczyliśmy jak dotąd samodzielnie, mógłby okazać się szybszy do osiągnięcia razem. Obaj zatem uznaliśmy, że nadszedł dla nas właściwy czas. Połączyła nas idea stworzenia wspólnego, atrakcyjnego podmiotu godpodarczego, ale także predyspozycje, które, jak się miało wkrótce okazać, były mianownikiem w biznesowym myśleniu. A że nasze doświadczenie biznesowe z dnia na dzień rosło, dzięki pasji do zgłębiania wiedzy biznesowej poprzez czytanie książek, słuchanie audiobooków oraz nieustanne spotkania i rozmowy z ludźmi biznesu, tego rodzaju postawa, tj. dążenie do spektakularnego sukcesu, stało się wyzwaniem na miarę „naszego czasu”. Było też ścieżką bez obciążeń, bez obaw, że „coś wielkiego” w naszym planie może się nie udać.
 
Prestiż: Czy ukończenie przez Panów uczelni o odmiennym profilu wykształcenia było pomostem w tym planie czy też przeszkodą?
 
Paweł Wróblewski: Zacznę może od stwierdzenia, że tysiące młodych ludzi przygotowywanych w okresie studiów do zawodu nie odnajduje w nim dla siebie miejsca, z różnych powodów. A że każdy jest kowalem swej przyszłości, miejsce w nim musi odnaleźć, niekoniecznie od razu walcząc o stricte zawodowe podium. Ja pochodzę z Rzeszowa, ukończyłem studia prawnicze na Wydziale Prawa Administracyjnego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, a z uwagi na fakt, że zawsze pociągała mnie idea współdziałania z ludźmi, pomagania im oraz wspierania ich we własnym rozwoju, skończyłem również podyplomowe studia zarządzania zasobami ludzkimi na Uniwersytecie Rzeszowskim. Później, kontynuujac kolejny etap rozwoju swojego wykształcenia, otworzyłem przewód doktorski na Wydziale Socjologii Uniwersytetu im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego, filia w Rzeszowie. Niestety, po dwóch latach studiów stanąłem przed wyborem pomiędzy szybkim i dynamicznym rozwojem w biznesie a dokończeniem stopnia naukowego. Dla mnie wybór był prosty, ale obiecałem sobie, że jeszcze kiedyś spełnię swoje marzenie związane z edukacją i obronię pracę doktorską. Patrząc z obecnej perspektywy, dokonałem właściwego wyboru, gdyż mogłem w całości poświęcić się karierze zawodowej i doskonaleniu umiejętności biznesowych. Myślę, iż swoją szansę wykorzystałem dobrze, gdyż pierwsze 10 lat mojej kariery spędziłem, zdobywając doświadczenie sprzedażowo-biznesowe w największych światowych koncernach takich jak Kraft Foods Polska (producent kawy Jacobs, czekolady Milka), firmach farmaceutycznych Astra-Zeneca (firma, która za sprawą jej założyciela P. Janssena była pionierem farmakologii, wynalazcą wielu leków ratujących życie i prekursorem leczenia chorób serca, astmy, żołądka) i Janssen-Cilag (spółka córka należąca do jednego z największych koncernów medyczno- kosmetycznych na świecie Johnson&Johnson). W każdej z tych firm osiągając ponadprzeciętne wyniki sprzedażowe, uczyłem się, że sukces idzie w parze z ciężką pracą i umiejętnościami oraz szczęściem, które jest potrzebne, aby spotkać na swojej drodze odpowiednich ludzi. Doświadczenie w pracy dla potężnych korporacji bardzo dobrze zarządzanych i odnoszących ogromne sukcesy w swoich branżach – czego dowodem było regularne zajmowanie przez nie czołowych miejsc w rankingach magazynów biznesowych na świecie – dało mi wspaniały fundament pod rozpoczęcie kariery biznesowej w swojej własnej firmie i umożliwiało mi jej założenie w oparciu o profesjonalną zdobytą w praktyce wiedzę. Kiedy zatem poznaliśmy się z Marcinem i kiedy między nami „zaiskrzyło” biznesowo, wspólne, poważne przedsięwzięcie było z mojego punktu widzenia jedyną właściwą drogą samorealizacji, toteż uścisnęliśmy sobie ręce i rozpoczęliśmy współpracę zarażeni bakcylem realizacji śmiałych projektów.
 
Marcin Więzik: Ja jestem krakowianinem, studiowałem informatykę ekonomiczną na Akademii Ekonomicznej, dziś Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, stąd moje studenckie życie, choć nie w całości wyłącznie studenckie, było związane z tym ośrodkiem edukacyjnym i naukowym. Już na pierwszym roku studiów, opanowany magią uprawiania „wielkiego biznesu”, wraz z przyjacielem Tomaszem – studentem innej krakowskiej uczelni, postanowiłem założyć firmę kurierską. W celu obniżenia kosztów stworzyliśmy chyba pierwszy w Polsce kurierski serwis rowerowy. Tak narodziła się pierwsza w mojej historii firma z nadrukiem na wizytówce: właściciel. Dla studenckiej kieszeni zarobienie kilkuset złotych dziennie podczas wakacji było osiągnięciem, które pokazało mi dokładnie rolę inwencji w biznesowym przedsięwzięciu. Pozwoliło uwierzyć, że każdy dobrze skrojony i równie dobrze wykonany biznes jest możliwy, nawet bez tabelek i wzorów akademickich. Zacząłem poszukiwać interesujących firm, z którymi można by było rozpocząć współpracę. Odnalazłem je i ku swemu zdziwieniu biznes ten zaczął przynosić na tyle poważne dochody, by zmienić myślenie o biznesie już podczas studiowania. Informacja o mojej działalności docierała na uczelni do różnych kręgów, toteż kiedy jeden z moich kolegów z innej grupy studenckiej uświadomił mi, że mój „wielki biznes” to jednak zabawka w porównaniu z biznesem, w którym on pracuje, zdecydowałem się na kolejne otwarcie. Nowa firma miała stać się sporą konkurencją dla hoteli i pensjonatów na turystycznej mapie Polski. Chcieliśmy stworzyć sieć hosteli (wtedy tylko zagraniczni turyści wiedzieli dokładnie, co to jest) rozciągającą swoją działalność na skalę ogólnopolską, a nawet międzynarodową. Kiedy dotarło do mnie, że w okresie miesięcznym, po tygodniu zwracają się koszty wynajmu domu studenckiego, zorganizowaliśmy się w 4 osoby, zarejestrowaliśmy w listopadzie 2000 spółkę cywilną Hostel s.c. Jak się okazało, było to trafienie w dziesiątkę, ponieważ hostele wówczas stanowiły eldorado w turystycznym Krakowie. Już rok później z działalnością tą, nadal w okresie wakacyjnym, dotarliśmy do Gdańska. W następnych latach opanowaliśmy Kraków i Warszawę. Stworzyliśmy ze wspólnikami kilka spółek zależnych i wiele marek sieciowych oraz powiązanych z turystyką działalności (biura podróży 4TRAVEL, SEEKRAKOW.COM). Grupa zaczęła odnosić sukcesy w całej Europie, otwierając hostele w wielu krajach europejskich. Firma istnieje nadal i ciągle się doskonale rozwija. Kibicuję moim byłym wspólnikom i cieszę się, gdy odnoszą kolejne sukcesy biznesowe. Pomimo że Hostel s.c. (późniejszy Hostel Service sp. j.) stał się firmą międzynarodową, bardzo dynamicznie rozwijającą się, posiadającą ok. 20 hosteli, nie tylko w największych miastach Polski, ale również w wielu miastach europejskich takich jak Praga, Bratysława, Wiedeń, postanowiłem sprzedać swoje udziały i zrobić kolejny krok w swojej karierze biznesowej. Wtedy to poznałem nowego biznesowego partnera – Pawła, z którym postanowiliśmy stworzyć nowoczesną organizację sprzedażową. Rozpoczynaliśmy swój pierwszy wspólny biznes w garażu, gdzie pakowaliśmy przywiezione od dostawcy urządzenia medyczne w nowe opakowania, drukowaliśmy instrukcje obsługi, ponieważ już następnego ranka rozpoczynała się sprzedaż. Początki były bardzo trudne, bo wiele rzeczy trzeba było robić samemu. Jednak jak się później okazało, to przetarcie w boju dało nam siłę i wiarę, że skoro my daliśmy radę, to możemy nauczyć tego również innych. W ten sposób, po zaledwie kilku miesiącach, mieliśmy już ponad kilkadziesiąt osób na pokładzie i świetnie prosperującą firmę zajmującą się sprzedażą produktów medycznych.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Prestiż who is who 1/32/2012.

Email