Archiwum numerów

CARLOS SLIM HELÚ– Najbogatszy człowiek świata

Meksyk ma więcej miliarderów niż Szwajcaria, ale przeważająca część społeczeństwa żyje w biedzie. Bogactwo w tym kraju jest kontrolowane przez kompanie należące do wąskiej grupy akcjonariuszy znanej jako „100 Rodzin”. Z tego grona najwięcej należy do Carlosa Slima Helu, meksykańskiego magnata rodem z Libanu.

Jego przedsiębiorstwa stanowią ponad jedną trzecią kapitalizacji całej meksykańskiej giełdy i wytwarzają od 5 do 8 procent krajowego PKB (dla porównania – gdy John D. Rockefeller doszedł na największego majątku, stanowił on 2,5 proc. PKB w USA). Chociaż największe profity przynosi mu branża telekomunikacyjna, na holding składa się ponad 200 spółek, w tym firmy ubezpieczeniowe, sieć sprzedaży detalicznej, kompanie wydobywcze, kolejowa i tytoniowa, bank oraz mnóstwo innych przedsiębiorstw – jedne z nich budują platformy wiertnicze, inne sprzedają płyty CD. W związku z tym pewna meksykańska restauracja pozwoliła sobie na umieszczenie w menu żartu: „To jedyne miejsce w tym kraju, które nie należy do Carlosa Slima”. Jego udziały w meksykańskiej gospodarce są tak duże, że określenie „Slimlandia” doskonale pasuje do tego menu.

Oficjalna strona internetowa inwestora przedstawia go jako człowieka przepełnionego pasją do historii, sztuki i środowiska naturalnego. Także wielkiego fana baseballu, który napisał kilkanaście artykułów o sporcie. Ale nade wszystko jako człowieka ceniącego rodzinne wartości.

Jego ojciec, Julian Slim Haddad, przybył z Libanu do Meksyku w 1902 roku. Nazywał się wtedy Youssef Salim, miał 14 lat i nie mówił ani słowa po hiszpańsku. Uciekał spod jarzma imperium osmańskiego, które organizowało brankę do armii spośród dorastających chłopców. Matka wysłała na emigrację wszystkich synów, zanim ukończyli 15 lat. Od 1898 roku w meksykańskim Tampico przebywali już Jose, Elias, Carlos i Pedro Slim. Pełen energii Julian szybko ich odnalazł.

W 1911 roku bracia przeprowadzili się do Mexico City i Julian wraz z Jose założyli sklep z odzieżą i artykułami gospodarstwa domowego, nadając mu nazwę na cześć swej pierwotnej ojczyzny – La Estrella de Oriente (Gwiazda Wschodu). Wkrótce Julian odkupił od brata jego część za 30 tysięcy peso. Po dziesięciu latach La Estrella de Oriente była już warta 100 tysięcy dolarów, a Julian dokupił kolejnych jedenaście sklepów w centrum stolicy. Dzisiaj ich wartość wraz z nieruchomościami przekracza 65 milionów dolarów.

W sierpniu 1926 roku Julian Slim poślubił Lindę Helu, córkę Jose Helu i Wadihy Atta, emigrantów, którzy opuścili Liban pod koniec XIX wieku i osiedli w stolicy Meksyku. Jose Helu przywiózł z ojczyzny arabską gazetę i wzorując się na niej, założył magazyn dla libańskiej diaspory w Ameryce.

Pierwszym dzieckiem Juliana Slima i Lindy Helu była córka Nour, następnie na świat przyszli Alma, Julian, Jose, Carlos (28 stycznia 1940 roku) oraz Linda.

Carlos Slim Helu, tak jak każde z jego sióstr i braci, gdy tylko podrósł, otrzymał od ojca książeczkę oszczędnościową. Musiał notować w niej wszystkie wpływy i wydatki, a potem wspólnie z ojcem analizować je. W ten sposób pobierał pierwsze lekcje z ekonomii. Mając 12 lat, Carlos otworzył pierwszy rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy, po czym nabył akcje Banco National de Mexico. Zaledwie rok później jego ojciec nagle zmarł.

Nauki Juliana Slima seniora nie poszły na marne. Najmłodszy syn miał świetną pamięć i zamiłowanie do liczb. Wraz z grupą przyjaciół w ciągu dnia zajmował się inwestowaniem na giełdzie, a wieczorami grywał w domino. Znajomi nazywali ich „Los Casabolseros” albo „The Stock Market Boys”. „Carlos odnosił na giełdzie sukcesy, ale nie kochał tak bardzo pieniędzy, jak my. On po prostu chciał być dobrym biznesmenem” – wspominał na łamach „Wall Street Journal” jeden z jego przyjaciół, Enrique Trigueros.

Dostał się na studia z inżynierii lądowej na Universidad Nacional Autonoma de Mexico (UNAM), a zanim je ukończył, został poproszony o wykładanie studentom algebry. Jednocześnie rozwijał biznes, zakładając kolejne spółki. Stanowiły one zaczątek potężnej dziś Grupo Carso. Koncern wziął nazwę od pierwszych liter jego imienia oraz Soumayi Domit Gemayel, wywodzącej się z jednej z najbardziej wpływowych libańskich rodzin – Dżemajelów, którą poślubił w 1966 roku.

Kiedyś Carlos Slim zwierzył się przyjaciołom, że w interesach kieruje się mottem: „Państwa nie upadają”. Tak jak jego ojciec nie bał się inwestować w latach 1910-1917, gdy w Meksyku toczyła się krwawa rewolucja, tak i on śmiało poczynał sobie w ciężkich czasach, które nadeszły w latach 80. Meksyk był w finansowej zapaści i państwo wyprzedawało majątek po zaniżonych cenach, a on to wykorzystywał (kupił m.in. Seguros de Mexico, Reynolds Aluminio, Sanborns, General Tire). Prawdziwy skok nad przepaścią Slim wykonał w roku 1990, gdy przy współudziale Southwestern Bell i France Telecom przejął od państwa jedyną kompanię telefoniczną – Telefonos de Mexicos, znaną obecnie jako Telmex. Krytycy zarzucili mu, że wykorzystał w tym celu polityczne koneksje i przyjaźń z prezydentem kraju Carlosem Salinasem de Gortari. On bronił się wyliczeniem, że zapłacił 1,76 mld dolarów, a więc więcej, niż wynosiła wówczas rynkowa wartość firmy. Trudno jednak w to uwierzyć. – On nigdy nie przepłaca – mówi jego przyjaciel Hector Aguilar Camin. Kiedy Slim wraz z żoną pojechał na wakacje do Wenecji, potrafił targować się z właścicielem sklepu, by dał mu 10-dolarowy rabat na krawat.

Cały artykuł przeczytasz w nr. 2(26)2010-3(27)2010.

Email