Archiwum numerów

CESARZ AKIHITO - antenat ery HEISEI

Te zdjęcia obiegły cały świat i wywołały ostre komentarze, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Podczas ostatniej wizyty w Japonii Barack Obama, witając się z cesarzem Akihito, pochylił się przed nim do pasa. Zdaniem wielu komentatorów – niepotrzebnie, a nawet w sposób upokarzający.

 Na nic zdały się wyjaśnienia, że takie powitanie pary cesarskiej jest częstym zwyczajem w Japonii. „To straszne, nie chciałbym więcej widzieć takich scen. Prezydent Stanów Zjednoczonych nie powinien się kłaniać ani królom, ani cesarzom”, komentował w stacji telewizyjnej CNN konserwatysta Bill Bennett. „Zupełnie nie rozumiem, dlaczego to zrobił. Być może myślał, że będzie to dobrze przyjęte w Japonii, ale z całą pewnością jest niestosowne, aby prezydent największego i najpotężniejszego kraju na świecie oddawał w ten sposób hołd władcy innego państwa. Niezależnie od tego, kim jest”, wtórował mu William Kristol na stacji Fox. Jak dodawał, ten gest dobrze obrazuje osłabienie przywódcy Stanów Zjednoczonych.

 Wysoki przedstawiciel amerykańskiej administracji próbował wyjaśniać, że prezydent wypełniał tylko protokół dyplomatyczny japońskiego dworu, ale wątpliwości i tak pozostały. Tym bardziej że już wcześniej – podczas wizyty w Arabii Saudyjskiej – nisko pochylił się przed królem Abdallahem.

 Nie o Baracka Obamę tu jednak chodzi. Raczej o cesarza Akihito i jego pozycję w światowej polityce.

 Bez realnej władzy i wpływu na bieżący bieg wydarzeń pełniący przede wszystkim funkcje reprezentacyjne cesarz Akihito ma wbrew pozorom niemałe znaczenie w postrzeganiu Japonii przez zagranicznych partnerów. Scena z Obamą to najlepszy dowód.

 Gdy w styczniu 1989 roku, po śmierci cesarza Hirohito, jego 55-letni wówczas syn stawał się naturalnym sukcesorem władzy, musiał zmierzyć się z legendą swojego ojca, łącząc niełatwą sztukę braku realnej władzy z kontynuacją pozytywnego wizerunku Japonii, jaki Hirohito zostawił po sobie. I pamiętając, że funkcja cesarza jest w dzisiejszym świecie jeszcze bardziej specyficzna niż dawniej.

Jakkolwiek spojrzeć, nowy przywódca Japonii nie zawsze starał się przedstawiać społeczeństwu tradycyjny wizerunek władcy, który utrwalił się przez wieki. I to nie tylko w ciągu ostatnich dwóch dekad, gdy przejął tron. W zasadzie od wielu lat - a nawet od czasów młodości, bo przecież Akihito był od dawna przygotowywany do sukcesji po swoim ojcu – jednym z jego podstawowych celów była modernizacja, unowocześnienie, a wręcz „desakralizacja” cesarskiego wizerunku. Przyszły przywódca już wcześniej starał się wyznaczać kurs prozachodni i kosztować życia niekoniecznie w zgodzie z dotychczasową tradycją dworu.

Być może najbardziej znaczącym faktem z jego wczesnej młodości – zdarzeniem, które niewątpliwie wpłynęło na dalszy bieg wydarzeń - było poślubienie w wieku 26 lat Michiko Shoda, dzisiejszej cesarzowej. To pierwszy, niemal rewolucyjny krok na drodze do modernizacji cesarskiego wizerunku.

Dlaczego rewolucyjny? Bo Michiko była wówczas „zaledwie” córką przedsiębiorcy związanego ze sztuką młynarską. Nie miała żadnych kontaktów z dworem, a na dodatek posiadała dyplom katolickiego uniwersytetu dla młodych dziewcząt. Co więcej, ceremonii ślubnej sprzeciwiał się zarówno Hirohito, jak i rodzina panny młodej. Mimo to następca tronu dopiął swego i do ślubu doszło. Dokładnie 10 kwietnia 1959 r., czyli w dniu, który od tego roku zapisze się w trwałej pamięci również w historii Polski – po katastrofie samolotu z prezydentem na pokładzie. Zresztą, w tym czasie Akihito był już po ceremonii inwestytury.

 Niedługo po poślubieniu Michiko zerwał kolejną wieloletnią tradycję. Wspólnie z żoną zdecydowali się na samodzielne wychowywanie swoich dzieci i nieoddawanie ich pod opiekę szambelanów. To było duże wyzwanie, bo para cesarska według zwyczajów prowadzi życie wedle jasno określonych, bardzo surowych reguł.

 Pierwsze dziecko, następca tronu książę Naruhito (jego pełne imię to Hiro no Miya Naruhito Shinno) urodził się niedługo po ślubie, na początku 1960 roku. Ponad pięć lat później przyszedł na świat kolejny syn Akishino (Akishino no Miya Fumihito Shinno). Najciekawsza historia jest jednak związana z najmłodszą, trochę niepokorną córką japońskiej pary cesarskiej - księżniczką Sayako (Nori no Miya Sayako Naishinno). Gdy przed pięcioma laty wychodziła za mąż za urzędnika miejskiego, który – podobnie jak wcześniej Michiko - w żaden sposób nie był związany z dworem – zdecydowała się jednocześnie na opuszczenie rodziny cesarskiej i przede wszystkim utratę tytułu. W praktyce oznacza to, że również jej dzieci nie będą miały prawa do tronu.

 Interesująca historia wiąże się także z kontynuacją wielowiekowej tradycji następstwa tronu. Jeszcze niedawno wydawało się, że mogą być z tym problemy, bo książę Naruhito i jego żona Masako mają tylko córkę – księżniczkę Aiko – a prawo obowiązujące w Japonii nie pozwala na objęcie tronu przez kobietę. W Kraju Kwitnącej Wiśni rozpoczęły się już nawet debaty na temat zmiany konstytucji – tak aby umożliwić dziedziczenie tronu przez kobiety. Problem został rozwiązany – przynajmniej na razie - w inny sposób. Drugiemu synowi, księciu Akishino urodził się męski potomek (Hisahito) i to on być może w przyszłości przejmie władzę, odkładając na razie dyskusję o możliwych korektach w konstytucji ad acta.

 Nie zmienia to jednak faktu, że w ostatnich latach cesarz – jak donosiły jego służby przed niedawnym jubileuszem 20-lecia sprawowania przez niego władzy – przeżywał wiele trudnych chwil. Jakkolwiek bowiem myślał o godnym sprawowaniu urzędu, to jednocześnie będąc przywiązanym do japońskiej tradycji, martwił się o następstwo tronu. Zdaniem Shingo Hakety, jednego z bliskich urzędników cesarza, stres związany z obawą o przyszłość dynastii, ale również o inne sprawy dotyczące bieżącego funkcjonowania cesarskiego dworu wycisnął na Akihito silne piętno. Administracja nie wydawała na ten temat żadnych komunikatów, choć można przypuszczać, że ubiegłoroczny okrągły jubileusz intronizacji nie przebiegł w idealnych warunkach, także ze względu na pogarszające się zdrowie cesarza. Między innymi z tego powodu została odwołana tradycyjna konferencja prasowa, która miała być zorganizowana przed uroczystościami jubileuszowymi. Wcześniej zły stan zdrowia zmusił go do wycofania się z obchodów urodzin, które w Japonii są świętem narodowym. Mimo to Akihito nie zawiódł swoich rodaków i w dzień jubileuszu pojawił się w oknie pałacu, pozdrawiając setki przybyłych osób trzymających w ręku japońskie flagi i skandujących tradycyjne „Bonzai!”. – „Nie żyje cesarz”!

Cały artykuł przeczytasz w nr. 2(26)2010-3(27)2010.

Email