Archiwum numerów
JACK NICHOLSON – Genialny rozrabiaka w Hollywood
Postanowił, że nigdy nie udzieli wywiadu do kamery i od lat konsekwentnie jest wierny tej decyzji. Dlaczego? Wiedzą to dokładnie dziennikarze i korespondenci filmowi, a w zasadzie każdy, kto miał niezaprzeczalną przyjemność z nim rozmawiać. Pomimo że dialog z Jackiem Nicholsonem przypomina (po trosze jak znaczna część jego życia) totalny bałagan, w którym nieokiełznany potok myśli, niedokończone zdania, dziesiątki dygresji czy czasem trudny do uchwycenia sposób rozumowania – są prawie normą, to jednak w jakiś dziwny sposób ten „elokwentny inaczej” mówca porywa i fascynuje. Porywa przede wszystkim treścią swoich opowieści – czy to o pracy nad filmami, czy o ekscytujących momentach swej błyskotliwej kariery, czy wreszcie o romantycznych spotkaniach z kobietami, które u każdego mężczyzny wywołałyby gorączkowy zawrót głowy. Bo Jack Nicholson to bynajmniej nie dobroduszny gawędziarz z fajeczką, a genialny as show-biznesu, którego osobowości raz po raz ulec musiały nie tylko filmowe partnerki, ale i sławni reżyserzy.
Wielki Uwodziciel Jack – wielu jeszcze nawet dziś nazywa tak 73-letniego aktora, który – jak kiedyś miał przyznać – spał z dwoma tysiącami kobiet. W tabloidach ciągle co pewien czas pojawiają się zdjęcia Nicholsona w szortach, z nagim torsem i nie najatrakcyjniejszym już brzuszkiem gdzieś na plaży w towarzystwie np. młodszej o 35 lat Lary Flynn Boyle. Aktor z rozbrajającą szczerością stwierdził ostatnio, że to faktycznie trochę niesmaczne w jego wieku uganiać się za spódniczkami, więc – aby poczuć się bardziej komfortowo, częściej będzie teraz pozwalał dziewczynom przejmować inicjatywę. I rzeczywiście, jak dotąd nie zauważono, aby ten wielkoduszny zamiar poskutkował brakiem kobiecego towarzystwa wokół Nicholsona. To chyba naprawdę ewenement, że człowiek nieprzejmujący się własnym wyglądem, niewysoki, łysiejący facet po siedemdziesiątce nic nie może poradzić na fakt, że – to jego własne słowa – „tak się jakoś dzieje, że im jestem starszy, tym młodsze dziewczyny mi się trafiają”. Kim Basinger powiedziała o nim wcale nie tak dawno: „To najbardziej naładowana seksem osoba, jaką kiedykolwiek poznałam”. Internauci w głosowaniu zorganizowanym przez portal lovefilm.com wybrali go największym rozrabiaką Hollywood (top hellraiser) oraz najseksowniejszym starszym aktorem (wyprzedził m.in. Seana Connery’ego i Roberta Redforda). A Meryl Streep u Oprah Winfrey, będąc na niego wściekła, nie potrafiła nazwać go inaczej jak „przesympatycznym starym zgredem” („that lovable old wreck”).
Aktor ma sześcioro oficjalnie uznanych dzieci (krążą plotki jeszcze o dwójce, do których się nie przyznaje). Był w czterech – pięciu dłuższych związkach, z czego tylko jeden, najwcześniejszy – z aktorką Sandrą Knight zakończył się na ślubnym kobiercu. Najdłużej natomiast, bo aż 17 lat spędził z aktorką Anjeliką Huston, z którą zagrał w tym czasie w czterech filmach. Rzecz jednak oczywista – Jack Nicholson w żadnym ze swoich związków nie był wiernym partnerem. Trudno powiedzieć, na ile głęboko jego wypowiedzi na temat spraw łóżkowych (np. ta, w której mówi, że potrzeba seksu jest tak podstawowa jak potrzeba pożywienia – niezaspokojenie którejkolwiek powoduje, że człowiek nie jest w stanie funkcjonować normalnie i trzeźwo oceniać rzeczywistości) są prawdziwe, a na ile powodowane tym, co aktor nazwał kiedyś „przyzwoleniem, aby pewne elementy jego wizerunku były nadmiernie wyeksponowane, bo jest to właściwe z marketingowego punktu widzenia”. Zestawiając jednak jego wywiady dla prasy z produkcjami, w które w tym czasie był zaangażowany i dla których zawsze taki wywiad jest promocją, istotnie można odnieść wrażenie, że Nicholson odpowiednio steruje swoimi wypowiedziami.
Cały artykuł przeczytasz w nr. 2(26)2010-3(27)2010.

